Jamy i nijamy na macie 

Łukasz Przywóski

Zacznę od truizmu. Praktyka jogi nie jest łatwa. Wymaga konsekwencji, oddania, zaufania i chęci. Zdarza się, że chęci nie brakuje, ale kiedy przychodzi do działania, początkowy zapał szybko gaśnie.

Zapisanie się na regularne zajęcie może być dla wielu osób sporym wyzwaniem. Wymaga odejścia od przyzwyczajeń i zmiany nawyków oraz ustalonego porządku dnia. Proces zmiany przyzwyczajeń można potraktować jako praktykę samą w sobie 🙂 Kiedy już uda się wykonać ten krok, stający na macie praktyk szybko zda sobie sprawę, jakie są jego słabe i mocne strony. Pokusa skupienia się głównie na tym, co przychodzi nam łatwo, jest duża. Warto jednak od początku praktyki zmierzyć się ze swoimi słabościami i nad nimi pracować. W inteligentny sposób.
Dlatego dobrze jest znaleźć dobrego nauczyciela. Takiego, który poświęcił na praktykę kilka / kilkanaście lat, popełnił po drodze kilka błędów i wyciągnął z nich wnioski. Który ma świadomość, że nie ma metody dobrej dla wszystkich. Nie ma idealnego ustawienia ciała w pozycji, nie ma idealnej sekwencji, idealnego rytmu oddechu.

Po co nam nauczyciel?

Po pierwsze wielu adeptów jogi potrzebuje inspiracji i zachęty do praktyki, do stanięcia na macie i rozpoczęcia rozgrzewki. Na każdym kroku czekają na nas nowe wyzwania – ich przezwyciężanie dla jednych może być motywujące, dla innych zniechęcające. Przede wszystkim jednak dobry nauczyciel może nam pomóc w zaoszczędzeniu czasu i uniknięciu części błędów, które popełnił sam na swojej drodze. Trzeba jednak pamiętać, że każdy z nas ma swoją drogę i nie warto przywiązywać się do metody. Może się zdarzyć, że z biegiem lat kilkakrotnie zmienicie podejście do praktyki i jej roli w swoim życiu, zmienicie szkołę i nauczyciela.

Sam zmieniłem praktykę kilkakrotnie. Zacząłem od jogi Iyengara. Po pewnym czasie odkryłem asztangajogę, która stała się moją codzienną praktyką na cztery lata, jednak w pewnym momencie zacząłem czuć się po niej źle. Zacząłem modyfikować praktykę, szukać informacji w dostępnych źródłach. W końcu trafiłem na wspaniałego nauczyciela Simona Borga-Olivera a poprzez niego na jego nauczyciela Mistrza Zhen Hua Yanga. Mimo że z powodu uwarunkowań geograficznych spędzam z nimi w ciągu roku bardzo krótki okres, to właśnie ich nauki warunkują kierunek, który obrała moja praktyka. Na dzisiaj interesuje mnie to, żeby praktyka posturalna usprawniała przepływ energii w ciele. Dodam, że energię tę rozumiem bardzo dosłownie. Pisząc o energii mam na myśli przede wszystkim energię cieplną wytwarzaną przez mięśnie w czasie aktywności. Pranę na swoje potrzeby definiuję jako subtelną energię życiową, która w ludzkim ciele manifestuje się jako przepływ energii (energii cieplnej wytwarzanej przez pracę mięśni, energii powstającej na drodze reakcji enzymatycznych, energii elektrochemicznej oraz energii przyswajanej przez ciało np: energii słonecznej), materii (cząsteczki takie jak cukry czy ATP, które przenoszą energię) i informacji (przepływ materiału genetycznego, neuro i immunotransmiterów oraz hormonów w ciele).

Na bardziej subtelnym planie przepływ prany można rozumieć jako przepływ czitty (świadomości) przez ciało.
Oprócz tego obydwaj nauczyli mnie jeszcze jednego – szacunku do swojego ciała i praktycznego przełożenia zasad jogi na codzienną praktykę, za co jestem im obu wdzięczny.

Jamy i nijamy na macie. Czemu nie? Zanim je omówię, chciałbym zwrócić uwagę na jedną rzecz. Wielu praktyków współczesnej jogi posturalnej interesuje wyłącznie fizyczna strona praktyki. Zdarza się, że przypisują jej głębsze znaczenie i starają się spotkać w trójkącie z Absolutem. Nie ma w tym nic złego tak długo, jak długo praktyka ta faktycznie im służy na poziomie fizycznym, psychicznym i energetycznym. Niewielu ludzi jest faktycznie gotowych na to, żeby podążać ścieżką jogi. Niewielu też jest tym zainteresowanych. W końcu wielu z nas prowadzi mniej lub bardziej aktywne życie społeczne, rodzinne, ma szereg zobowiązań, relacji, z których nie chce rezygnować. Ilu ma warunki do tego, żeby poświęcić codziennie długie godzinny na intensywne praktyki energetyczne? Raczej niewielu.

Dlatego też większość osób, które zaczynają interesować się jogą z entuzjazmem podchodzi do praktyki posturalnej jako praktyki namacalnej, odczuwalnej, przynoszącej zauważalne zmiany (samopoczucie, stan zdrowie, forma) w krótkim okresie.

Być może pozostaną jedynie przy traktowanej prozdrowotnie / sprawnościowo praktyce pozycji. Być może w pewnym momencie bardziej zainteresuje ich pranajama lub medytacja. Istotne jest, żeby praktyka ta służyła im a nie szkodziła. Moim zdaniem praktykę powinno się też lubić, choć wiem, że są osoby, które lubią powtarzać, że joga nie jest przyjemna, że przypomina orkę na ugorze, ale robią ją dla efektu końcowego. Ja swoją praktykę lubię – sprawia mi przyjemność. Wróćmy jednak do tematu – z biegiem lat może zmienić się wiele w praktyce: metoda, podejście do niej, nauczyciel. Style są tylko stylami. Ważne, żeby coś nas przez tę praktykę prowadziło. W moim odczuciu mogą to być uniwersalne zasady (a właściwie to procesy) zwane jamami i nijamami. Powstał szereg opracowań interpretujących je na dziesiątki sposobów. Mnie interesuje na potrzeby tego tekstu podejście praktyczne, które można przełożyć na swoje zachowanie na macie.
Znanych jest dziesięć jam i dziesięć nijam, jednak obecnie mówi się najczęściej o pięciu jamach i pięciu nijamach. Chciałbym powiedzieć wam jak rozumiem jamy i nijamy w codziennej praktyce.

JAMY

Ahinsa (niekrzywdzenie): O, to proste. Nie krzywdzimy, rezygnujemy z jedzenia mięsa, noszenia skórzanych butów i negatywnego myślenia o innych. Ale czy rzeczywiście jest to aż tak proste? Gdyby było, świat byłby o wiele przyjemniejszym miejscem.
Myślę, że praktykę ahinsy warto zacząć od siebie a kiedy po wielu latach przyjdzie jej głębsze zrozumienie, jest szansa na to, że podejście to zaczniemy przenosić na swoje relacje z innymi.

Wyobraźcie sobie, że po kilku miesiącach starań i ponawianych żarliwie prób sięgnięcia brodą do goleni w skłonie do przodu z wyprostowanymi nogami, poczujesz nagle silny dyskomfort. Ból biegnący od pośladka przez udo. Być może nawet do stopy. Stała się jedna z dwóch rzeczy. W wariancie optymistycznym uszkodziłeś sobie jeden z mięśni grupy goleniowo-kulszowej. W wariancie pesymistycznym uszkodzeniu uległ kręgosłup. Uzmysławiasz sobie, że właśnie zrobiłeś sobie krzywdę. Na jodze. Czy rzeczywiście? Moim zdaniem jeszcze nikt nie uległ kontuzji pozostając w stanie jogi. Kontuzje pojawiają się wówczas, kiedy z tego stanu wychodzimy, żeby czegoś dokonać, zrobić więcej niż ciało jest w danym momencie gotowe przyjąć. Nie uważam, żeby założenie nogi za głowę wyznaczało kolejny etap wewnętrznego rozwoju. Mam jednak wrażenie, ze wiele osób jest odmiennego zdania i z zapałem godnym lepszej sprawy siłuje się ze sobą w czasie praktyki, żeby COŚ osiągnąć. Trzeba też pamiętać, że codzienna niewielka porcja agresji i spowodowane nią mikrourazy sumują się a któryś dzień będzie dniem zapłaty.

Ahinsa odnosi się również do podejścia do praktyki – jeśli kończysz ją wyczerpany, zdenerwowany lub rozchwiany emocjonalnie wskutek nadmiernego zmęczenia i / lub hiperwentylacji w czasie praktyki, nie postępujesz zgodnie z zasadą ahinsy. Zmęczenie może wynikać z wielu czynników ale najczęściej będą to nadmiar rozciągania się, zbyt silne napięcie – „siłowa praktyka”, zbyt szybki oddech. Czynniki te wpływają na fizjologię a poprzez fizjologię na stan emocjonalny praktyka. Stan emocjonalny z kolei wpływa na to, jak zachowujemy się w życiu codziennym.
Satja (prawda) – wchodząc na zajęcia jogi znajdziemy się w otoczeniu osób o zróżnicowanej sprawności. Na sali znajdą się osoby sprawniejsze niż my i osoby mniej sprawne niż my. To, że osoba obok płynnym ruchem staje na rękach albo zbliża nos do dołów podkolanowych w wygięciu do tyłu, nie znaczy, że możemy zrobić to samo. Bądźmy szczerzy wobec siebie. Praktykujmy na macie prawdę w działaniu. Dobrym miernikiem tego, na co ciało jest gotowe, jest aktywne wykonywanie pozycji, np.: w kierunku przeciwnym do działania siły grawitacji. Usiądźcie, podeprzyjcie się od tyłu dłońmi i zbliżcie prawe udo do tułowia a następnie wyprostujcie kolano. Czy tułów jest blisko czy daleko od nogi? Nieważne. Ważne, że właśnie w takim zakresie ruchu siła równoważy elastyczność i wyraźnie widzimy, na ile ciało jest gotowe bez zewnętrznej pomocy (np. „dociskania”). Bądźcie ze sobą szczerzy w czasie praktyki, nie oszukujcie, nie siłujcie się ze sobą.

Jeśli uda się stosować tę zasadę na macie, być może w pewnym momencie uda się przenieść ja również na inne płaszczyzny życia. To byłoby już coś.

Asteja – nie dopuszczanie się kradzieży. Zdarza się, że na zajęciach praktycy wykonują pewne pozycje tylko dlatego, że wykonują je inni, podczas gdy w ogóle nie są do nich przygotowani. Jest to forma kradzieży, wynik zachłanności. Uczciwiej będzie pogodzić się ze swoimi ograniczeniami i możliwościami tu i teraz. Dość częstym zjawiskiem jest też w świecie jogi przypisywanie sobie cudzych zasług i pomysłów, autorstwa pozycji lub ciekawego przejścia między pozycjami. Uczciwiej będzie przyznać się przed sobą i innymi, skąd czerpie się inspirację.

Brahmaczarja (wstrzemięźliwość) – z jednej strony brahmaczarja odnosi się do wstrzemięźliwości seksualnej. Z drugiej można zinterpretować ją jako nieprzywiązywanie się do zmysłowych przyjemności lub tylko tych rzeczy, które sprawiają, że czujemy się dobrze. Zdarza się, że praktycy uzależniają się od praktyki bo sprawia ona, że czują się dobrze. Czasami praktyka jest gorsza, nie przypomina „udanej” praktyki sprzed kilku dni lub miesiąca a praktyk zaczyna się denerwować, pożądać tego magicznego stanu, w jakim znalazł się na chwilę jakiś czas temu. W rezultacie przestaje czerpać z praktyki przyjemność, staje się niezadowolony i pożąda tylko tego, co najlepsze, co sprawia, że czuł się tak dobrze. To, co zwykłe, przestaje przynosić mu radość a zaczyna przynosić jedynie niezadowolenie.

Aparigraha (nie przywiązywanie się) – nie przywiązuj się do rzeczy, które są nietrwałe. Jeśli – na przykład – wracasz do fizycznej praktyki po latach przerwy i widzisz na sali osobę schodzącą płynnie do mostka ze stania na rękach i zaczynasz, myśleć o tym, że kiedyś (5, 10, 20 lat temu) też mogłeś to zrobić a teraz nawet nie możesz wykonać skłonu, nie skupiaj się na tym. Nic nie trwa wiecznie. Świat się zmienia, zmienia się też ciało. Wspominanie tego, co było kiedyś i porównywanie dzisiaj z dobrymi minionymi czasami prowadzi wyłącznie do braku satysfakcji.

NIJAMY

Śaucza – czystość można rozumieć jako czystość zewnętrzną (choćby codzienna kąpiel) i wewnętrzną (pozycje jogi i pranajama). Wykonując pozycje jogi, aktywując mięśnie a później je rozluźniając tworzymy w ciele obszary o wysokim i niskim ciśnieniu. Energia i materia przemieszczają się z obszarów o wysokim ciśnieniu do obszarów o niskim ciśnieniu. W rezultacie w czasie praktyki asan przepompowujemy przez ciało natlenioną krew, odżywiając je od środka. Z kolei medytacja pozwala „oczyścić” umysł ze zbędnych myśli.

Santosza (zadowolenie) – bądź zadowolony z tego, co jest. Nie porównuj się do innych. Nie porównuj tego, co możesz dzisiaj do tego, co mogłeś wczoraj. W końcu zadowolenie to w dużej mierze świadomość chwili obecnej, akceptacja, tego, co nas spotyka sprzyjająca stanowi pogody ducha i życzliwości. Regularna praktyka jogi uczy utrzymaniu spokoju w stresującej sytuacji – pozycje jogi nie są wcale łatwe, są dla ciała stresujące.

Tapas – żarliwy wysiłek połączony z samodyscypliną i surową praktyką. Zasadniczo można byłoby powiedzieć, że stosowanie zasady tapasu jest zbieżne z popularnym na zachodzie „dawaniem z siebie wszystkiego”. Jednakże rozwijanie tapasu powinno opierać się na wykształceniu zrównoważonej i spokojnej postawy, zachowaniu samokontroli w różnych życiowych sytuacjach. Regularna praktyka jest sposobem na brak tapasu. Dodatkowo połączona z oddaniem pozwoli osiągnąć w jodze sukces. Używając tutaj tego słowa mam na myśli doświadczanie, które pozwoli praktykowi stopniowo zacząć rozróżniać, co jest prawdziwe a co nie, kim jest a kim nie jest i pozwoli mu rozwinąć umiejętność jasnego rozumienia i postrzegania świata. Czasami jednak doświadczenie takie nie przychodzi, pojawia się za to znudzenie, zmęczenie, wypalenie. Zdarza się, że czujemy się zbyt głodni, spragnieni, niespokojni, znudzeni, żeby praktykować. Dlatego ważne jest, żeby przystępując do praktyki podjąć pewne zobowiązanie i przynajmniej przez miesiąc wykonywać ją regularnie cokolwiek by się działo.
Warto pamiętać o tym, żeby na macie tapas równoważyć ahinsą – dać z siebie wszystko unikając agresywnej postawy wobec siebie i innych na poziomie fizycznym i w myślach.

Swadhjaja (poznanie siebie) – swadhjaja odnosi się przede wszystkim do studiowania duchowej literatury i badania świętych ksiąg, jednak można nijamę tę zinterpretować również jako poznawaniem swojego wnętrza. Trzeba pamiętać, że posiadanie wiedzy/informacji nie jest tożsame z poznaniem siebie. Poznać siebie można jedynie doświadczając siebie, obserwując siebie w działaniu, również na macie. Swadhjaja oznacza również – na podstawowym poziomie – studiowanie, poznawanie swojego ciała tak, żeby wypracować z nim nić porozumienia i w rezultacie zapewnić sobie dobre zdrowie i życie wolne od bólu. Może się to wydawać egoistyczne, ale jeśli spojrzeć trochę szerzej, zauważymy, że jedynie dbając o siebie i swoje ciało, możemy pomagać innym a nie stać się dla nich w pewnym momencie ciężarem. Jedynie dbając o siebie na poziomie fizycznym, psychicznym i mentalnym, możemy z czasem dać coś innym.

Iśwara pranidhana (poświęcenie czynów i myśli wyższej istocie) – upraszczając sprawy można nijamę tę zinterpretować jako poddanie się losowi, żywienie wiary w to, że za wszystkim kryje się większa inteligencja.

Myślę, że każdej z tych zasad można by poświęcić osobne opracowanie. Rozwinąć myśli i spostrzeżenia, które tutaj przedstawiłem. Każdy może jamy i nijamy interpretować po swojemu. Nie ma złych interpretacji. Ważne jest to, jak założenia te przekładamy na codzienne życie na macie i w społeczeństwie.